Górnik Zabrze – Korona Kielce 2:1

korona kielce herb

Zwycięstwo w kolejnym meczu u siebie, kolejny raz jedną bramką i kolejny raz wywalczone ciężką, wyrobniczą pracą.

Górnik Zabrze 2-1      Korona Kielce     19 listopada, 20:00 (9.200)
Tomasz Zahorski 25, Daniel Sikorski 71 – Pavol Staňo 89

Było bardzo zimno i deszczowo, mokro. Niemniej nie zniechęciło to do przyjścia ponad 9 tysięcy ludzi na stadion. Brakuje jednak bardzo wiele do rekordów I ligi, pobijanych sezon temu. Można tutaj przytoczyć np. mecz z GKSem Katowice, gdzie na stadionie – dam głowę – było więcej niż 20 tysięcy ludzi…

Mokre boisko, mokra piłka i dosyć powolne i uważne granie, można by rzec nawet asekuracyjne. Przez pierwsze kilkanaście minut była to raczej kopanina chłopców, którzy nie za bardzo chcą się ubrudzić i bardzo boją się skaczącej w złych warunkach piłki. Gol Zahorskiego – prezent od Cierzniaka rozchmurzył pogodę nad stadionem i rozgrzał kibiców, którzy jak na zabrzańskie standardy byli “nie aż tacy głośni”.

W świetnej formie za to był zabrzański “gniazdowy”, który dawał z siebie (jak zawsze) 120 % i nie szczędził błyskotliwych żartów na temat “słonecznikożerców” oraz formy kibicowskiego dopingu.

Idźmy jednak do konkretów.

Mecz był wyjątkowo nudny. Górnik głównie atakował skrzydłami, często wrzucał piłkę. Bardzo dobre zawody zagrał Mariusz Przybylski. Był bardzo pewny w odbiorze, bardzo dobrze przekazywał piłkę, można powiedzieć – k0mpletny środkowy pomocnik.

Ze strony Korony największe zagrożenie siał oczywiście Edi. Gracz ten jednak był, moim zdaniem, znakomicie kryty i ostro traktowany przez Mariusza Jopa, który mimo paru niepewnych zagrań (nic nowego) grał świetne zawody. Nieliczne strzały złocisto – krwistych bronił dosyć pewnie, jak na panujące warunki atmosferyczne – Adam Stachowiak. Wreszcie dobrze oceniony może zostać Bębenek, który świetną asystą popisał się przy drugim golu dla Górnika, który praktycznie był jego zasługą. Sikorski dopełnił formalności, czym uszczęśliwił tysiące kibiców na trybunach, a szczególnie Pana stojącego obok mnie, który był tak uradowany, że chciał ucałować moją przyjaciółkę, jednak ostatecznie pohamował się w swoich zamiarach, ze względu na swój niewolny stan cywilny. Jeżeli Pan mnie czyta to serdecznie pozdrawiam… Pana i Pana żonę.

Górnicy zagrali dosyć odważnie, zupełnie inaczej niż zwykle. Po strzeleniu pierwszej bramki zrozumieli, że nie mogą zamykać się wokół swojego pola karnego, ale w dobrym guście byłoby dążenie do kolejnego gola. To stworzyło możliwość oglądania dosyć otwartej gry (chociaż niespecjalnie widowiskowej, co znowu zwalimy na kark pogody) w drugiej połowie meczu. Zagrożenie ze strony Korony było powodowane praktycznie wyłącznie przez brazylijskiego napastnika Kielczan, który, jeżeli dostał trochę wolnego miejsca był niesamowicie groźny.

Przy golu dla Korony nie obwiniałbym całkowicie Magiery za nieudaną interwencję. Dziwnym trafem sytuacja złożyła się tak, że Magiera miał praktycznie dwóch graczy do krycia i niewysoki wzrost też nie pomógł mu w dobrej reakcji. Całe szczęście, że gol ten nie zmienił niczego, poza tym, że Górnik dorzucił do swojej kolekcji kolejne, jednobramkowe zwycięstwo.

Na koniec ciekawostki:

Które zespoły, jak dotychczas, straciły najwięcej bramek w Ekstraklasie?

Cracovia – 29

Górnik Zabrze – 21 (!)

Ile bramek strzelił Górnik u siebie?

8 goli.

Ile zdobył u siebie punktów?

16 punktów.

Daje to w sumie wynik taki, że 1 gol daje Górnikowi dwa punkty. I nie przeszkadza w tym fatalny bilans straconych bramek. Nieźle, prawda?

Pozdrawiam, Węgielek.

This entry was posted on Saturday, November 20th, 2010 and is filed under Uncategorized. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.