
Górnik Zabrze wygrał kolejny mecz w drodze do awansu do Ekstraklasy. Tym razem ze Stalą Stalową Wolą.
Na początek przepraszam wszystkich, których komentarze nie pojawiały się na blogu, ale filtr antyspamowy łapał wszystkie wypowiedzi, bez wyjątku. Czy to spam, czy to wartościowa wypowiedź. Teraz już jest myślę wszystko w porządku i czekam na komentarze.
Górnik jak zawsze mecz zaczął bardzo niemrawo, bardzo bojaźliwie i niezbyt agresywnie. W kilkunastu pierwszych minutach to Stal Stalowa Wola miała lepsze sytuacje, których jednak nie wykorzystała. Szczególnie Wasilewski może czuć się po tym meczu niemrawo, z tego względu, że zamiast do bramki trafił w lewy słupek.
Nasz bramkarz z resztą w tym meczu nie grał zbyt swobodnie i pewnie jak to miało miejsce w ostatnich meczach. Jego wybicia, piąstkowania i wszelakie interwencje były bardzo niepewne.
Uprzedzając fakty Górnik strzelił 3 bramki. Strzelcami byli kolejno: Pitry, Świątek, Wodecki.
Najbardziej kontrowersyjną postacią tego meczu był ten pierwszy. Gracz ten dostał szansę za doskonale dysponowanego Zahorskiego i miał całą masę sytuacji! Wykorzystał tylko jedną, bardzo ważną, aczkolwiek i w tej sytuacji było bardzo dużo przypadku. Po strzelonym golu dochodził do świetnych pozycji, ale fatalnie chybiał. Raz po raz.
Kolejnym, godnym odnotowania faktem było to, że w meczu nie zagrało dwóch zwykle podstawowych piłkarzy: Szczot i Strąk. Ten pierwszy z powodu urazu nie znalazł się w meczowej osiemnastce, za to ten drugi słusznie usiadł na ławce. Ustąpił miejsca w środku pola Cebuli. Tylko ciekawe co będzie w następnym meczu, z dużo lepszym rywalem? Czy znowu zobaczymy Strąka w akcji? Chociaż w składzie mamy aktualnie obu strzelców goli z poprzedniego meczu z drużyną z ŁKS: Świątka i Strąka. Tak, tak. To właśnie Świątek strzelił nam w poprzedniej rundzie gola. Gola na wagę transferu?
Gracz ten z resztą kolejny raz zagrał dobre zawody. Po błędzie przeciwników strzelił precyzyjnie drugiego gola dla Zabrzan. W 40 minucie strzelił perfekcyjnie, z przewrotki. Niestety tylko w bramkarza, ale czy tak dostał niemalże owację na stojąco (bo kibice Górnika w przeciwieństwie do vipów i dziennikarzy nie siedzą!).
Po trzecim golu dla Górnika mecz się skończył. Tzn. oprócz nieudolnych prób strzelenia bramki przez Pitrego nie działo się nic nadzwyczajnego. Było to wyczekiwanie na końcowy gwizdek. Piłkarzy „Trójkolorowych” – bo wykonali swoje, Stali – „kończ waść, wstydu oszczędź”, kibiców – którzy zniecierpliwieni byli 30 minutową przerwą w środku meczu spowodowaną problemami z oświetleniem.
W korespondencyjnym meczu bezpośredni główny rywal do awansu – Sandecja Nowy Sącz dostała solidne baty od cieszącego się Ekstraklasą Widzewa, bagatela 6:1. Wielu mówiło, że Widzewiacy odpuszczą ten mecz, po to, by przeszkodzić ŁKS i Górnikowi w awansie. Po meczu teorie spiskowe ucichły. Ciekawe czemu?
Ciekawe wejście miał też młody Kantor. Dużo walczył, wspierał, ale kiedy wystawiał się na dobrą pozycję partnerzy nie grali mu zbyt chętnie. Tym bardziej szkoda, że tak się stało, bo właśnie takie mecze mają uczyć brania odpowiedzialności na siebie przez młodego piłkarza. Ciekawe czy Pan Nawałka zwrócił na to uwagę swoim podopiecznym?
Kibic Górnika Zabrze ma dwa życzenia przed jednym z kluczowych meczów z ŁKS. Pierwsze – Bonin mógł zagrać w pełni sprawny (bo złapał w środku meczu kontuzję). Drugie – by nie grał w tym meczu Strąk. Wszystko więc w rękach Nawałki i fizjoterapeutów…
Pozdrawiam, Węgielek
Leave a Reply