Wpis ten nie będzie dotyczył wyłącznie wspomnianego w tytule meczu, ale również poprzedniego spotkania (Podbeskidzie Bielsko Biała – Górnik Zabrze), na który niestety nie mieli wstępu kibice, jak również nie można go było zobaczyć w telewizji.
Krótko mówiąc Górnik wygrał, zdobył 3 pkt. Dzięki słabej dyspozycji rywali uplasował się na trzecim miejscu ze stratą dwóch punktów do drugiego ŁKS. Gola na wagę trzech punktów zdobył Wodecki (który zdjął pajęczynę z bramki), a bardzo ważną rzeczą, godną odnotowania było to, że Nawałka posadził na ławce Strąka. Ten defensywny pomocnik dotychczas był etatowym graczem na swojej pozycji musiał ustąpić miejsce nowemu nabytkowi Górnika – Cebuli.
Pierwsza połowa meczu Górnik Zabrze – Flota Świnoujście w wykonaniu Górnika Zabrze nie była najlepsza. Jak podsumował ostro swój zespół na konferencji prasowej Adam Nawałka: „Piłkarze nie dojechali na pierwszą połowę”. Szczególnie w pierwszych kilkunastu minutach to piłkarze z wyspy mieli inicjatywę, to oni stwarzali groźniejsze sytuacje. Aktorami pierwszoplanowymi byli w tej odsłonie dwaj zawodnicy tego zespołu z północy Polski: Nwaogu oraz Żukowski. Z każdym z nich wiąże się inna historia.
Nigeryjczyk po faulu Nowaka (dostał żółtą kartkę) w 18 minucie podobno nabawił się kontuzji. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu gola (czym zawstydził wszystkich, którzy sądzą, że piłkarz faulowany nie powinien egzekwować „jedenastki”) oraz wykonania serii salt. Po tym wszystkim dostał jeszcze kartkę od sędziego, po czym musiał opuścić boisko… z powodu kontuzji.
Żukowski to drugi bohater nie tylko pierwszej połowy, ale wyprzedzając trochę fakty, również całego meczu. Naprawdę znakomity mecz tego bramkarza, który niejednokrotnie wprawiał w zdenerwowanie kibiców Górnika nieustanną grą na czas i pokazami aktorstwa. Gracz ten jednak znakomicie wybronił sytuację, przy której Zahorski strzelał z trzech metrów (w trzecim kwadransie meczu), jak również już w drugiej połowie strzał Wodeckiego z podobnej odległości.
Poza wspomnianymi wyżej sytuacjami piłkarze Górnika mieli kilka dogodnych sytuacji. Były to m.in. dwie sytuacje Szczota (przy czym obie dosyć trudne, przy drugiej Szczot dośrodkowywał zamiast strzelać), kilka strzałów z dystansu, przy których największą inicjatywą wykazywał się Bonin. Bardzo ładnym strzałem z dystansu popisał się również Balat, który dostał pierwszą szansę w oficjalnym meczu ligowym. Szansę na pokazanie swoich umiejętności dostał również Świątek, niestety sytuacji, które miał, nie potrafił zamienić na bramkę.
Druga połowa była znacznie lepsza i to prawdopodobnie dzięki odpowiednim argumentom i należytym zdyscyplinowaniu piłkarzy w szatni. Zaowocowało to bramką środkowego pomocnika – Przybylskiego, dobijającego strzał grającego w tym meczu na prawej flance Bonina.
Nawet sami piłkarze Floty zastrzegają, że mecz skończył się dla nich szczęśliwie, bo mogli być spokojnie odprawieni z bagażem bramek. Ich podejście do tego remisu dało się zauważyć szczególnie po gwizdku dokładnego do bólu sędziego Pawła Raczkowskiego. Do tegoż sędziego mieli pretensje zawodnicy Górnika, że nie podyktował karnego po rzekomym faulu na Zahorskim. Adam Nawałka jednak nie przykładał tak dużej wagi do tego błędu, mówiąc, że to od nas (przyp. piłkarzy/trenerów/pracowników itp.) powinien zależeć wynik meczu, a sędzia ma prawo do pewnych pomyłek.
Pozdrawiam, Węgielek.
PS. A na koniec aluzja do kibiców: Uważajcie, kiedy krzyczycie chcąc zdyskredytować przeciwnika krzycząc: „Gorole, Gorole”, bo w tymże meczu to sędzia był „najbardziej gorolskim gorolem” na boisku. 
Bardzo przyjemnie mi poinformować, że Górnik Zabrze w meczu z GKP Gorzów Wielkopolski, który odbył się przy ulicy Roosevelta na stadionie Ernesta Pohla w meczu 21 kolejki w sezonie 2009/2010 pokonał GKP Gorzów Wielkopolski (często używana stara nazwa – Stilon Górzów).
Tak jak i dziecko rodzi się w bólach matki, tak jak kibice Górnika przez większość meczu cierpieli widząc, że ulubieńcy niemiłosiernie męczą się z drużyną, która miała zaledwie pięciu rezerwowych na ławce z siedmiu możliwych.
Mecz miałem przyjemność oglądać z wysłannikiem iGol.pl, który również kibicował Górnikowi, co ubogaciło czas na stadionie.
A mecz wyglądał tak:
Pierwsze dwadzieścia dwie (21:22) minuty przebiegały bez dopingu i te minuty pokazały jedną prostą rzecz, którą potwierdził po meczu trener Adam Nawałka: Piłkarze bardzo chcą wygrać, aż za bardzo przez co tracą głowę i zapominają o szanowaniu piłki, przytrzymaniu gry. Gorące głowy to z pewnością efekt presji jaka na nich ciążyła, która była potęgowana w trakcie meczu przez
doskonale słyszalne, niekoniecznie pochlebne okrzyki kibiców. Sporą nerwowość i nadmierną motywację było widać szczególnie przy
ostrych wejściach, na które łaskawym okiem patrzył Pan Radosław Trochimiuk, który sędziował cały mecz bardzo „po angielsku” i oszczędził wielu piłkarzy (w tym Górnika), którym upomnienie się należało.
Bardzo źle wykonywane były rzuty wolne, które wydawały się dobrymi okazjami na strzelenie gola. Dwukrotnie była możliwość strzelenia gola ze skraju pola karnego, jednak Wodecki i Szczot w tym elemencie zawodzili. Nielepiej wykonywane były rzuty rożne, chociaż koncept by bić rzuty rożne w piątkę, na niskiego bramkarza i „obwarować go dookoła” był bardzo ciekawy.
Ładny strzał oddał w 28 minucie Strąk, który o około pół metra minął lewy słupek bramki. Ten sam gracz jednak niezbyt dobrze wypadł w tym meczu. Wiele razy zwalniał grę, nieumiejętnie podawał, często niecelnie/za krótko. Również nie potrafił nadążyć za piłkarzami kontrującymi atak Górnika.
Pierwsze 15 minut drugiej połowy było naprawdę nudne. W moim notesie nie zanotowałem w tym okresie czasowym żadnych bardziej istotnych zdarzeń, co wiele „mówi” o tym okresie czasowym. Górnicy wrzucili drugi bieg około 70 minuty. Wtedy to też (dokładnie w 65 minucie) Zahorski wszedł na boisko, w czym wielu kibiców upatruje przyczyn ożywienia gry. Na pewno nie bez znaczenia było to, że gracz ten zastąpił słabego w tym meczu Strąka, a więc Górnik przeszedł na ustawienie a’la Barcelona – 4-3-3.
Gol w 79 minucie po trochę sprezentowanej, ale niezwykle szczęśliwej akcji gola strzelił Cebula, chociaż piłkę ostatni dotknął gracz GKP z numerem 6 o swoisko brzmiącym nazwisku – Ziemniak.
Jeszcze w 84 minucie doskonałą sytuację miał Banaś na spółkę z Zahorskim, ale nie zdołali podwyższyć wyniku meczu.
A wyniku głosowania kibiców, a więc uznanie za gracza meczu Strąka nie skomentuje, bo to po prostu był żart.
Nowak – 7
Bonin – 7
Banaś – 7
Pazdan – 6,5
Marciniak 6
Cebula – 7,5
Strąk – 5,5
Przybylski – 6
Szczot – 6,5
Pitry – 5,5
Wodecki – 6,5
Zawodników rezerwowych, a więc Besty, Dancha i Zahorskiego nie oceniam (chociaż Zahorski wprowadził dużo ożywienia do gry).
Pozdrawiam serdecznie,
Węgielek.
PS. Dziękuje serdecznie Media Group za przyznanie mojej „redakcji” akredytacji na ten mecz. Również niezwykle dziękuje Wyznawczyni Górnika, która naprawdę bardzo mi pomogła w wielu technicznych sprawach związanych z tą akredytacją.
PS2. Oto zdjęcie z meczu z mojego super (nie)profesjonalnego aparatu. Przy piłce oczywiście „nasz gracz meczu”:

W chwili gdy piszę tą notkę zakończył się mecz dwóch śląskich drużyn: GKS Katowice – Górnik Zabrze. Wynik typowo „derbowy”, bo 0:0, ale warto przytoczyć to co się działo w tym meczu.
Jak to mówią wszelacy marketingowcy mówiąc o statystykach stron internetowych: „Statystyka bez kontekstu jest martwa”, a więc co z tego, że podam ile było rzutów rożnych i rzutów wolnych, skoro statystyka jest jak bikini. Pokazuje wiele, ale nie pokazuje najważniejszego.
Mecz wyglądał ujmując bardzo ogólnie w ten sposób: Górnik Zabrze, który miał inicjatywę, atakował bardzo ostrożnie i spokojnie. Próbował stworzyć sytuacje bramkowe poprzez atak pozycyjny, rzadko wykorzystywał np. długie podanie na napastników czy możliwość podania prostopadłej piłki, co było również utrudnione przez to, że GKS był raczej „schowany”. Było wiele dogodnych sytuacji, które raczej były po stronie GKSu Katowice, aczkolwiek nie było tu żadnej ewidentnej, stuprocentowej sytuacji dla którejś z drużyn.
Warto jednak dokładniej przyjrzeć się grze tak i drużyny jak i poszczególnych zawodników.
Na początku subiektywna statystyka ocen by Węgielek dla poszczególnych graczy Górnika Zabrze i to na tej drużynie przede wszystkim się skupię z oczywistych przyczyn:
Nowak – To był dobry mecz tego gracza. Wiele dobrych, pewnych interwencji. W pierwszej połowie jedna trudna interwencja na przedpolu (które zawsze było jego piętą achillesową). Jedna niepewna interwencja, bo przy atomowym strzale Nowaka (taka zbieżność nazwisk) miał problemy z jej opanowaniem.
W dziesięciostopniowej skali: 7
Gajewski – Zawodnik ten grał słabe zawody. Niezbyt odnalazł się zastępując Magierę. I z tą opinią myślę, że zgodzi się ze mną Adam Nawałka, który solidnie zrugał swojego zawodnika pod koniec pierwszej połowy. Ponadto gracz ten bardzo zapędzał się, a nie zawsze odpowiednio szybko wracał na pozycję.
Ocena: 5
Pazdan – W internetowej sondzie z tego co widziałem był dosyć wysoko, z resztą i z moich „badań” parę notek wcześniej wynikało, że rzeczywiście kibice go uwielbiają. Nie zaprezentował się jednak bezbłędnie. Sprokurował najgroźniejszą sytuację Gieksy, chociaż po tym naprawił swój błąd. Poza tym jego interwencje nie zawsze były poprawne. Nie patrzmy na Michała Pazdana przez różowe okulary (chociaż sam piłkarza tego bardzo cenię).
Ocena: 6
Banaś – solidny występ, bez większych błędów. Bardzo dobry strzał głową po rzucie rożnym, potem dobra próba z 20 metra z bardzo trudnej pozycji. Chyba wszystkim kibicom Górnika zadrżało serce, kiedy upadał na murawę bez ingerencji rywala (przypomnę, że przeszedł dopiero co długą kontuzję).
Ocena: 7
Kulig – Gracz ten starał się jak mógł, bardzo często podłączał się w ofensywie, często „rwał” z boku, nieźle w defensywie, chociaż było to efektowne, to niekoniecznie efektywne.
Ocena: 6,5
Strąk – Gracz ten nie zagrał zawodów życia. W dogodnych sytuacjach kiedy trzeba było podać szybko i dokładnie podawał wolno i niedokładnie… Poza tym sporo pojedynków główkowych wybijanych po prostu „byle dalej”. Obserwowałem go dokładnie, żeby ocenić czy rzeczywiście aż tak bardzo mocno pracował w środku pola jak to się zwykle mówi bez potwierdzenia o graczach grających na pozycji defensywnego pomocnika. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że niczym się nie wyróżnił, również w defensywie.
Ocena: 6
Przybylski – drugi pomocnik Górnika był bardziej aktywny, jak również w mojej opinii bardziej pomocny w defensywie. On rzeczywiście powalczył, raz solidnie kontuzjowany przez rywala. Bardzo szkoda, że jeszcze nie mógł zagrać nowy nabytek Górnika – Vladimir Balat, bo bardzo by się przydał typowy playmaker, którego rolę musiał przejmować często Bonin kosztem efektywności na skrzydle.
Ocena: 6,5
Szczot – wybrany graczem meczu przez internautów. Swoją drogą głosowało poniżej 500 ludzi, więc równie dobrze graczem meczu mógł zostać Besta (wyniki wśród małej grupy ludzi z reguły są bardzo przypadkowe). Skupmy się więc na tym co pokazał Szczot. Gracz ten na pewno był bardzo aktywny. Widać, że bardzo chciał, że pokazywał się do gry. Robił dużo „dobrego szumu”, wywalczył kilka fauli, które mogły skończyć się po rzucie wolnym bramką, ale szkoda, że z jego zagraniami nie szła efektywność. Oczywiście nie zawsze, ale bardzo często jego wrzutki były w stylu: „a nuż się uda”. Bardzo ładnie podawał do Pitrego w pierwszej połowie, mógł zaliczyć z resztą więcej niż jedną asystę, ale koledzy nie dopisali.
Ocena: 7
Bonin – Jak zawsze w jego zagraniach widać było doświadczenie, spore umiejętności techniczne. Z racji, że często brał na siebie ciężar rozgrywania piłki na boku nie mógł być taki efektywny jak zawsze. Miał kilka ciekawych momentów takich jak strzał po koźle, bardzo ładny i inteligentnie pomyślany wślizg (dzięki któremu nie było kontry, a Górnik mógł kontynuować akcję), dobre podania. Zabrakło jednak tego czegoś, po czym można byłoby ocenić jednoznacznie, że Bonin miał pozytywny wpływ na mecz. Myślę tu po prostu o bramce, bądź asyście.
Ocena: 7
Wodecki – aktywny, walczył, starał się. Gracz ten jednak to nie jest zawodnik klasowy, nie jest to gracz, który strzeli w tej rundzie gola na np. 0,7 meczu (a kogoś takiego potrzebujemy). Z trudem mogę znaleźć w pamięci sytuacje, w których strzelał na bramkę, za to zapamiętam jak po faulu toczył się przez równe pięć sekund. Niczym beczka (śmiechu).
Ocena: 6,5
Pitry – tego zawodnika też wielu ludzi bardzo lubi, ja będę bezwzględny. Gracz ten rozczarował w tym meczu i to bardzo. W sytuacji gdy miał jedno podanie w uliczkę (jedyne w całym meczu) i praktycznie jedynego rywala za sobą toczył się do piłki bardzo wolno. Jego strzały były niedokładne, nieskuteczne. W pierwszej połowie mógł trafić na listę strzelców z bardzo dobrego podania Szczota, ale skiksował. Nie miał zbyt wiele główek (taka była taktyka Górnika). Mecz niezbyt udany.
A tak nawiasem mówiąc to z niecierpliwością oczekuje na… Świątka.
Ocena: 6
Zmienników nie ma co oceniać (Besta, Cebula). Weszli na tyle późno, że niewiele mogę na ich temat powiedzieć. No może tylko tyle, że to był najprawdopodobniej jedyny mecz w życiu Besty, w którym nikogo nie sfaulował.
Czynniki zewnętrzne:
Doskonała atmosfera na trybunach, rewelacyjny doping. Z dumą mogę to powiedzieć. Był mecz zgody, więc kibice byli często wymieszani. Z tej strony naprawdę było świetnie!
Banaś bardzo narzekał w przerwie na zmrożoną murawę, na której niezbyt przyjemnie się gra, a szczególnie niezbyt fajnie się na nią upada. No cóż, taki zawód.
Sędzia Artur Radziszewski zaprezentował się przeciętnie. Gwizdał tak, by nikomu się nie narazić, by raczej być w drugim planie. Jak było jakieś zamieszanie pod polem karnym to po prostu szybko odgwizdał faul zawodników aktualnie atakujących. I tyle.
Boczni sędziowie odgwizdali trzy spalone, których absolutnie nie było. Dwa razy na niekorzyść Górnika, raz na niekorzyść Gieksy (przy czym sytuacja Gieksy była bardzo klarowna). To nie mogło się podobać.
Podsumowanie:
Górnik Zabrze po tej kolejce odrobił niektóre straty w sposób mikroskopijny, bądź do rywali którzy również zremisowali nie odrobił nic. Oczywiście, pozostaje niedosyt, ale trzeba pamiętać, że to był mecz wyjazdowy, za którymi Górnicy niespecjalnie przepadają. W następnym meczu jednak trzy punkty już muszą być jak w banku, powiem więcej, w Allianz banku.
Pozdrawiam, Węgielek.
Mimo, że nie specjalizuje się w donoszeniu jakichś najświeższych newsów, ale przede wszystkim w recenzowaniu i opisywaniu sytuacji wokół klubu, to jednak warto tu odnotować jedną ważną rzecz – zmianę prezesa.
Łukasz Mazur! Tak brzmi imię i nazwisko osoby, z którą kibice Górnika Zabrze wiążą olbrzymie nadzieje.
Jędrzej Jędrych – dotychczasowy prezes złożył rezygnację.
Portfolio „nowego człowieka” wygląda imponująco:
Łukasz Mazur ur.1976 r.– były już prezes Europejskiego Centrum Doradztwa i Dokumentacji Podatkowej, prawnik, doradca podatkowy; absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego; przez szereg lat kierownik działu doradztwa podatkowego w międzynarodowej firmie doradztwa podatkowego; specjalizuje się w zagadnieniach związanych z podatkiem od towarów i usług oraz postępowaniami podatkowymi; posiada bogate doświadczenie w zakresie optymalizacji podatkowej oraz opracowywania strategii podatkowej przedsiębiorstw; autor książek i publikacji prasowych z zakresu prawa podatkowego; uznany wykładowca problematyki podatku od towarów i usług oraz ogólnego prawa podatkowego.
źródło:www.gornikforum.com
Komentować za bardzo nie ma czego. Panu Mazurowi życzymy wszystkiego najlepszego w nowej pracy podobno „wieloletniego kibica klubu” (źródło: interia.pl). Będziemy śledzić na bieżąco działania w klubie osoby, której referencje znakomicie rokują.
